Wybór systemu oświetlenia rowerowego

Ci z Was, którzy śledzą bloga od dłuższego czasu wiedzą, że do nocnej jazdy używam dobrej czołówki (lubię, gdy oświetlenie jest skierowane dokładnie tam, gdzie patrzę). Wydaje mi się jednak, że na blogu dawno nie było wpisu o systemach oświetlenia rowerowego i wnoszę go w postaci ogólnych pojęć, które powinniśmy znać wybierając ten czy inny system.

LUX? LUMENY?

Pierwszym ważnym pojęciem jest jednostka miary poziomu oświetlenia. Jest to mierzone w luksach. Luks to, najprościej mówiąc, oświetlenie powierzchni, która otrzymuje jednolity strumień świetlny o wartości jednego lumena na metr kwadratowy. Innymi słowy, luks jest pochodną miary opartej na lumenach, która uwzględnia powierzchnię, na którą rozchodzi się oświetlenie.

Aby przybliżyć zagadnienie, oświetlenie, które pozwala nam widzieć w pogodną noc przy pełni księżyca, wynosi od 0,25 do 1 luksa. Zatem, dla celów praktycznych, jaką mocą świetlną powinien charakteryzować się reflektor rowerowy? Otóż moc tę moglibyśmy umiejscowić w przedziale od 40-50 luksów (co najmniej), jeśli planujemy jazdę po nieoświetlonych drogach do zaledwie 4 luksów, jeśli jeździmy w mieście lub po drogach z wystarczającym oświetleniem. Jest to różnica pomiędzy posiadaniem mocy pozwalającej na prawidłowe (lub bardzo dobre) widzenie bez oświetlenia lub po prostu na bycie widzianym (przy 4 luksach na ciemnej drodze zobaczymy bardzo niewiele), czyli podstawowe kryterium przy zakupie naszej czołówki. Zobacz http://dlalejdis.pl/artykuly/oswietlenie_rowerowe_wszystko_co_musisz_o_nim_wiedziec

W każdym razie należy zaznaczyć, że dane odnoszące się do lux czołówki nie są całkowicie obiektywne. Jeśli jednak chcemy uzyskać obiektywną liczbę, to przepisy branżowe ustalają napięcie systemów oświetleniowych dla rowerów na 6V, a moc elektryczną na co najmniej 3W.

HALOGEN CZY ŻARÓWKA LED?

Szybka odpowiedź: dioda LED. Są one niewątpliwie lepsze pod względem zużycia, czasu trwania i mocy (choć żarówki halogenowe są dostępne w dobrej cenie i o dobrej mocy).

BATERIE, AKUMULATOR CZY DYNAMO?

To jest wielkie pytanie i są odpowiedzi na wszystkie gusta. Przede wszystkim musimy wiedzieć, czy oświetlenie będzie nam potrzebne sporadycznie, często czy regularnie.

Jeśli użycie ma być sporadyczne, najtańszą opcją jest niewątpliwie system akumulatorowy, którego zaletą jest to, że są to zazwyczaj lampki „wyjmowane”, które nie zawsze musimy nosić przy sobie. Jeśli idziemy w średnią półkę z lampkami o określonej mocy, warto sięgnąć po te zasilane akumulatorem, niektóre z nich można też ładować przez gniazdo USB.

Jeśli często jeździsz w nocy, na przykład w miastach, gdzie przez część roku wcześnie zapada zmrok, lub jeśli jeździsz na rowerze w dowolnym miejscu na świecie i o dowolnej porze roku, możesz chcieć zainstalować system zasilany dynamem.

Dynamo zapewnia stałe, autonomiczne i zawsze dostępne oświetlenie. Nie musimy myśleć o kupowaniu baterii czy ładowaniu akumulatora. Z drugiej strony będziemy mieli opór przy pedałowaniu, który jest różny w zależności od rodzaju dynamo.

Mamy dwa główne rodzaje dynam (nie będę się zagłębiał w inne mniej używane): dynamo boczne lub butelkowe oraz dynamo piastowe.

Dynamo butelkowe jest najtańsze. Pobiera energię z naszego koła opierając swoją obracającą się głowę o bok opony. Ma tę zaletę, że waży niewiele i można go łatwo dopasować i zamontować w każdym rowerze, ale w zamian oferuje większy opór wynikający z tarcia, trochę hałasuje i może zawieść, podczas poślizgu, w przypadku deszczu (choć istnieją opony z rowkowanym bieżnikiem do tych dynam, które w pewnym stopniu unikają tej niedogodności). Wprawdzie są mniej wydajne niż dynamo w piaście, ale są takie wysokiej jakości i warto zapłacić trochę więcej, bo sprawność zamiany tarcia na prąd będzie większa (skoro oświetlamy swoim wysiłkiem, to należy to wykorzystać jak najbardziej). Tak jest w przypadku B&M DYMOTEC (chyba najciekawsza opcja na rynku), która obiecuje 40% wydajności i ma wymienny wałek głowicy.

Do niewyczerpującego użytkowania wystarczą dynama butelkowe, ale do bardzo częstego użytkowania najodpowiedniejsze jest dynamo w piaście (choć myślę, że poprawniej byłoby mówić o piaście ze zintegrowanym dynamem). Czerpie on energię z obrotu samego koła, ponieważ jest zintegrowany wewnątrz piasty. Wielką zaletą jest to, że nie stawia żadnych oporów tarcia (choć stawia, ale minimalne, od zjawiska elektromagnetycznego, które generuje energię elektryczną), nie hałasuje, pracuje w najbardziej niekorzystnych warunkach deszczu czy błota i jest bezobsługowa. Po drugiej stronie skali jest fakt, że są cięższe (coś, co osobiście uważam za mało istotne), znacznie droższe i trzeba całkowicie zdemontować koło, aby je zamontować, ponieważ trzeba wymienić piastę, co nie jest w zasięgu każdego. Zatem albo kupujemy piastę dynamo i zanosimy koło do warsztatu w celu jej wymiany, albo, co jest bardziej powszechne, kupujemy kompletne koło z taką piastą.